Zawierzenie na Jasnej Górze 03.01.2026r.
Ten wyjazd tak naprawdę zaczął się wcześniej niż na Jasnej Górze.
Zaczął się w drodze, w autokarze, w tym, z czym każdy z nas przyjechał w sercu.
Jedni z radością, inni z niepokojem. Ktoś z wdzięcznością, ktoś z bólem.
Nie trzeba było niczego udawać ani tłumaczyć.
Każdy z nas mógł przyjść taki, jaki jest. Na początku oddaliśmy ten dzień Panu Bogu i Maryi, prosząc o bezpieczny przejazd i dobrą atmosferę.
Na Jasną Górę dotarliśmy około godziny 13:00.
Był czas wolny. I to było ważne.
Bez pośpiechu i bez presji.
Można było pójść do Kaplicy Cudownego Obrazu, pomodlić się w ciszy albo po prostu pobyć przed Maryją.
Każdy według swoich potrzeb i możliwości.
Od godziny 16:00 zaczęliśmy przeżywać ten dzień razem.
Różaniec był modlitwą wynagradzającą.
Każdy niósł w nim swoje intencje i sprawy.
Potem była konferencja. Nie po to, żeby kogoś pouczać, ale żeby zatrzymać się i spojrzeć na swoje życie z Maryją.
Każdy otrzymał Akt zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi.
Zapisaliśmy tam to, co było dla nas najważniejsze.
Swoje prośby, trudne sprawy i to, co domagało się oddania i zaufania.
Najważniejszym momentem była Msza Święta przed Cudownym Obrazem.
Zostały odczytane akty zawierzenia Gminy i Firmy, a potem wspólnie odmówiliśmy Akt osobistego zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi, Królowej Polski.
Był to moment, w którym każdy mógł oddać Maryi siebie takim, jakim jest.
Dla mnie był to jeden z ważniejszych momentów tego dnia.
Po Mszy Świętej były świadectwa.
Proste historie ludzi, którzy doświadczyli obecności Maryi w swoim życiu.
Bez wielkich słów. Prosto z serca.
Dzień zakończył Apel Jasnogórski.
Był to moment wyciszenia i domknięcia wszystkiego, co wydarzyło się tego dnia.
Wyjazd powrotny rozpoczął się około godziny 22:00.
W autobusie było inaczej niż rano.
Więcej ciszy. Więcej myśli.
Każdy wracał z czymś swoim.
To nie był wyjazd dla wybranych.
To był dzień dla ludzi w drodze.
Takich, jakimi jesteśmy.
To był wyjazd dla wszystkich.
Wspólnie tworzymy wspólnotę kochającą Maryję
i podążającą Jej śladami.
Dla Maryi.
Paweł.